Strony

strolling nav

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

"ej, Szatan, a co ty tu właściwie robisz?"

Jak na przyzwoitą kobietę przystało, najpierw muszę wykonać wszystkie moje obowiązki, bo wyznaję zasadę, że lepiej pomęczyć się dzisiaj, niż męczyć się jutro i w dodatku żałować, że się tego nie wykonało wczoraj. Tak naprawdę to moja siostra wyznaje taką zasadę. Jak na przyzwoitą kobietę przystało, nigdy nie wracam z imprezy później niż godzina 16.00, żeby zdążyć wziąć miłą kąpiel z olejkami eterycznymi i różanym szamponem do włosów. Właściwie to rzadko bywam na imprezach, bo moja babcia oraz siostra cioteczna ze strony siostry taty, której nie znam, uważają, że panuje tam zło i nierząd. Jak na przyzwoitą kobietę przystało, chodzę do kościoła co niedzielę i modlę się gorliwie za zdrowie cioci Basi oraz uchodźców. A wszystko to tylko po to, by trafić po śmierci do nieba. Babcia Zosia mówi, że niebo jest wspaniałe.

Jest godzina 21.13, a ja już śpię. A właściwie to nie śpię, bo słyszę jakieś szmery za oknem.


'Co do jasnej chole.. yyy, to znaczy, do Świętej Maryi, Matki Bożej?' szepczę do siebie, wstając z łóżka i na wszelki wypadek zagarniając z szafki nocnej gazetę zwiniętą w rulon. No co, przecież muszę się bronić.. chyba nie zakładaliście, że w sypialni trzymam maczetę? W końcu jestem przyzwoitą kobietą.
Podchodzę do okna i otwieram na oścież.
'Kogo tam diabeł niesie?' pytam.
'Nikogo. Sam przyszedłem.' odpowiada gościu w fioletowo-czerwono-białym smokingu i w lakierowanych butach, pewnie od Gucciego. Jest całkiem przystojny, tylko po co mu te rogi na głowie? Nigdy nie przepadałam za role play.
'A ty to kto?' pytam, spoglądając na dziwacznego gościa 'Dracula?'
Spogląda na mnie z urazą 'Czy ja wyglądam jak jakiś nędzny krwiopijca?'
'No nie wiem.., w końcu wpadasz przez okno do pokoju biednej dziewicy..' 
'Mefistofeles jestem.' skłania się uroczyście, jakby przybył co najmniej z dworu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.
'Ten od Fausta?'
'Owszem'
'Aha' rzucam elokwentnie i odwracam się w stronę drzwi 'W takim razie zapraszam do kuchni'

Aby dojść do kuchni, trzeba przejść przez dość długi korytarz, potem skręcić na lewo, zejść po schodach i jesteśmy na miejscu. Jako przyzwoita kobieta, kupiłam porządny dom. Agenta nieruchomości poleciła mi ciocia Ela. Podobno jej kuzynka ze strony siostry bratanka też korzystała z jego usług. 

Wchodzimy do kuchni. Włączam światło. Jako przyzwoita kobieta mówię 'włączam', a nie 'włańczam'. 
Mefistofeles wyjmuje jakieś kubańskie szlugi, zapewne z nielegalnego importu, a następnie bajerancką zapalniczkę z wizerunkiem czaszki. Odpala sobie szluga i mocno wdycha dym. 
'Chcesz?' pyta wesoło.
Odpowiadam przecząco. 
Szatan wzrusza ramionami, ale nie komentuje. 
'Masz jakieś piwko?'
Odpowiadam przecząco. 
Patrzy na mnie krzywo.
'A kokę?'
Odpowiadam przecząco. 
'Nawet koki nie masz?! To co masz?' pyta w końcu lekko zdezorientowany, jakby nieposiadanie w domu żadnych środków odurzających było obrazą dla jego majestatu. Być może tak jest.
Otwieram lodówkę i wyliczam 'Mam sałatkę z kiełkami, colę dietetyczną, czekoladę, ale bez cukru i w szafie są jeszcze płatki zbożowe, ale nie mam mleka, bo ciocia Kasia twierdzi, że mleko jest niezdrowe.'
Szatan krzywi się z odrazą.  
'Kto to jest ciocia Kasia?'  pyta mój gość.
'W sumie to nie wiem' odpowiadam 'ale babcia Ania mówi, że muszę słuchać cioci, bo jej córka studiuje gdzieś tam..'
'Kobieto, co do diabła? Masz trzydzieści siedem lat. Weź życie w swoje ręce. Nie możesz ciągle polegać na radach innych ludzi.'
'Ale ciocia Ela mówi, że...' zaczynam, lecz milknę, gdyż Szatan podnosi dłoń w górę, co chyba znaczy, że mam zamknąć ryj.
'Nie palisz, nie pijesz, nie ćpasz.. to po co w ogóle żyjesz?' pyta zdumionym głosem.
'Eee..no ten no, żeby pójść do nieba' powtarzam słowa niezastąpionej babci Zosi. 'Jestem przyzwoitą kobietą' dodaję, bo ten fakt wymaga podkreślenia.
Szatan uśmiecha się przebiegle, pokazując swoje idealnie białe zęby. Skubany, musi używać pasty Colgate.
'A skąd wiesz, że niebo w ogóle istnieje, co?'
'No nie wiem.. ksiądz mówił..' rzeknę z zastanowieniem.
'Aha, a jak polityk mówi, że naprawi służbę zdrowia, to też mu wierzysz?'
'No nie...'
'No widzisz'
'Ale ty istniejesz, a jesteś upadłym aniołem. Bóg stworzył anioły, więc on musi istnieć' mówię odkrywczo. 
'Skąd takie wnioski? A może anioły stworzyły się same? Albo anioły nie istnieją, ani Bóg nie istnieje, ani Szatan nie istnieje?'
'Jak to? Przecież cię widzę.' mówię z wątpliwością.
'I co z tego? Niektórzy widzą fauny srające w lesie, a inni krasnoludy. Taka Śnieżka na przykład, ta to musiała naprawdę mieć nie po kolei w głowie.'
'Sugerujesz, że jestem szalona?'
'Nie, skąd. O Śnieżce przecież mówiłem. Tak à propos, wzięłaś dziś leki?' pyta Szatan z wyraźną troską w głosie. Albo mi się to tylko wydaje. To też jest prawdopodobne. 
'Jakich..? Ja nie biorę żadnych leków..'
'Może powinnaś' sugeruje krótko.
Patrzę w jego stronę lekko przygięta, przez chwilę nie wiedząc, o co w ogóle chodzi. Potem na niego naskakuję. W przenośni, rzecz jasna. 
'Co ty bredzisz, Szatan?'
'Nie pomyślałaś nigdy, że to co widzimy nie zawsze jest tym, co istnieje rzeczywiście?'
'Nie!' mówię oburzona 'Jestem przyzwoitą kobietą i...'
'Przestań to powtarzać!' wrzeszczy Szatan. Widzieliście kiedyś wkurzonego diabła? Zapewniam was, zabawny widok. Serio, aż mnie zamurowało. 'kto to niby powiedział? Ciocia Kasia czy babcia Zosia?'
'Hm.. właściwie to kuzynka Antonina, kiedy..'
'Dobra, dość! Jesteś niereformowalną, dziwną.. dziwaczką i podłym wytworem nowoczesnego społeczeństwa!'
'Oj dobra, dobra. Wrzuć na luz.' powiadam ze spokojem i siadam przy stole, stojącym przy oknie, które wychodzi na miasto. Jest ciemno jak u murzyna.. w worku, kompletnie nic nie widać. 

Diabeł siada na krześle obok.
'Uprawiałaś kiedyś seks?' pyta mnie.
Podnoszę głowę, zaskoczona tak niespodziewaną zmianą tematu. 
'Oczywiście, że nie! Jestem dziewicą!' reaguje gwałtownie na tak postawione pytanie. Jak on śmie? 
'A chciałabyś ze mną?' kontynuuje temat po chwili przerwy.
'Co ty, Szatan? Przecież jesteś z piekła!' odzywam się.
'No i co? Ci z Piekła też mogą..'
'Ok, nie kończ!' przerywam mu w porę. 'Sorry Szatan, wiesz, jesteś całkiem przystojny, ale te rogi.. trochę creepy.'
'Możesz się chwycić, kiedy będziesz.. no wiesz'
'Dobra, Szatan, whatever. Wiesz co? Odpal mi jednak tego szluga'
Diabeł uśmiecha się z triumfem i mruga do mnie lewym oczkiem. Następnie podaje mi odpalonego szluga, a ja ze spokojem wdycham dym do płuc.
'Dobre' mówię po chwili.
'No wiem' komentuje Szatan po prostu.
'Słuchaj Szatan, to może ja skoczę po to piwko do marketu?'
'Piwko? Pff.. weź od razy dwie butelki czystej.' odpowiada Szatan.
Wzruszam ramionami i idę kupić czystą. 

Nad ranem Mefistofeles wychodzi ode mnie z domu. Wbrew pozorom to fajny gość. Szatan wychodzi drzwiami, bo jest już dzień, a nie chcemy, żeby ktoś zobaczył wyfruwającego przez okno bohatera jak z komiksów Marvella. 
'Pa, Szatan!' mówię do niego na odchodne. ' Wpadniesz jeszcze kiedyś?'
'Jasne. Może następnym razem dasz się namówić na... no wiesz..' tutaj mruga do mnie figlarnie.
'NIE!' Wrzeszczę i zatrzaskuję mu drzwi przed nosem. 

**********


Witajcie moi mili! Dzisiaj oficjalnie rozpoczynam nową serię na tym blogu. 
Będzie to mój własny kącik pisarski, gdzie będę publikować dłuższe lub krótsze opowiadania z różnych gatunków literackich. A powyżej pierwsze z nich! 

Miłego wieczoru!



Takie klimaty to ja lubię..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz